Cześć!

Z miłości do biegania!

Śledź moje poczynania!

Orlen Warsaw Marathon- Święto biegania!

Orlen Warsaw Marathon 2018 to już historia! Cieszę, się że i ja mogłem napisać część tej historii!

Powiem Wam, że był to dla mnie wielki bieg! Pełen wrażeń i nie sposób opisać tego słowami, choć jednak spróbuje bo chciałbym się z Wami podzielić tym co działo się w miniony weekend!

 

Przyjazd do Warszawy zaplanowaliśmy w sobotę i w ten właśnie dzień wybraliśmy się na stadion PGE Narodowy aby odebrać pakiet startowy! Tym razem jako uczestnik Mistrzostw Polski miałem zaszczyt znaleźć się w gronie ELITY tego biegu! To już była pierwsza zapowiedź, że czeka mnie wielkie wyzwanie! Po odbiorze pakietu wróciłem do hotelu, gdzie pozostało już tylko zjedzenie dobrej kolacji pełnej w węglowodany, a także chwila relaksu! Stres rósł, ale starałem się mieć spokojną głowę i z takim nastawieniem przyszła pora na sen!

_MG_5382 2

22.04 to dzień w którym miał być wystrzał formy… jednak rano czułem się jeszcze niedobudzony. Mimo tego przyszła pora na zjedzenie lekkiego śniadania i wypicia kawy. 2h do startu, jak ten czas leci… pora na udanie się w stronę stadionu, skąd odbywał się start! W drodze było widać tylko biegaczy, cała Warszawa jeszcze śpi! Po dojechaniu na start w głowie coraz więcej myśli… coraz więcej niepewności, ale czas leciał nieubłaganie. 30 minut do startu i pora na początek rozgrzewki! Już wtedy wiedziałem, że będzie dobrze, mimo tego że dalej byłem niedobudzony to totalnie na luzie wpadły 2km po 3:45 :O dalej już rozgrzewka dynamiczna i… pora na udanie się na start! Nie było drogi powrotnej! Obok mnie stali najlepsi Polscy maratończycy, a wśród nich ja! Bałem się… bo wiedziałem co mnie czeka, jednak chciałem dać z siebie wszystko! Chwile przed startem został odegrany Mazurek Dąbrowskiego! Oooo tak to już mnie zagrzało do walki, śpiewałem dumnie stojąc w tym miejscu, w końcu startowałem w Mistrzostwach Polski w Maratonie! Ostatnie odlicznie…. I START!

31206471_1738109799561519_6394238123626201088_n

O godzinie 9:00 wyruszyłem na walkę! Walkę z dystansem, walkę z samym sobą i walkę z innymi zawodnikami! W głowie miałem już dobre myśli, bo wiedziałem że jestem dobrze przygotowany, a mentalnie jestem bardzo silny! Pierwszy kilometr minęliśmy w czasie 3:30 i już wtedy uformowała się grupka około 10 osobowa, której przewodniczył pacemaker prowadzący faworytkę biegu kobiet! Biegłem bardzo spokojnie, tu jeszcze rozmawialiśmy między sobą dogadując się w jakim tempie biegniemy. Mimo spokojnego biegu jakoś nie mogłem się dobudzić, czułem się trochę słaby, ale mimo tego biegłem bez problemów. Pierwsze 5 kilometrów minęło bardzo szybko, zajęło nam to 17:31, a więc w punkt! Po tym jednak czekał nas kilometrowy podbieg, który spowodował, że tempo lekko spadło. Jednak bardzo szybko przyspieszyliśmy i wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia biegliśmy nadal w tempie 3:30.

 

W mojej głowie walka, czułem się nadal ospały, nawet na 8km przeszła mi myśl żeby odłączyć się od grupy, bo oni lekko przyspieszyli… jednak wiedziałem że muszę to przecierpieć i dlatego nie odpuszczałem! Trzymałem się równo, a 10km minęliśmy w czasie 35:08 więc nadal dobrze. Temperatura niestety cały czas rosła, wiatr wiał w twarz więc wiedziałem, że muszę trzymać się grupy by mieć schronienie. Bardzo ważnym momentem był 12km gdzie już byłem pewny że odpadam, tempo skoczyło do 3:26-3:28 a ja nie miałem sił. Jednak w tym momencie trener Marcina Ciepłaka i Radka Kasprzaka, którzy biegi obok powiedział mi żebym się trzymał grupy bo wiatr będzie coraz mocniejszy. Ktoś powie, ze to proste słowa, bo tak było ale mi dodały skrzydeł! O tak w tym właśnie momencie się obudziłem i bieg stał się przyjemny! Każdy kolejny kilometr mimo coraz gorszych warunków nie sprawiał mi problemu, musiałem tylko pilnować aby nie biec za szybko :O Na 16km wpadł pierwszy żel, bez żadnego problemu biegłem dalej, jedynie problematyczne były dla mnie punkty odżywcze, gdzie każdy z grupki chciał się napić wody, a strefa była niestety krótka. Nawodnienie w tym biegu to klucz do sukcesu dlatego późnej już wolałem wyprzedzić całą grupkę i jako pierwszy korzystać z punktów. Tak bardzo szybko minęły kolejne kilometry i druga „dycha” została pokonana w 34:44, a półmetek który był chwilę później pokonaliśmy w 1:13:43 :O
W tym momencie szybka kalkulacja! Biegniemy na wynik w okolicy 2:27-2:28 a ja czuje się rewelacyjnie!

_MG_5382 2

Następna część trasy mijała przyjemnie, byłem silny, w głowie cały czas myśli że jestem dobrze przygotowany, że jestem dużo mocniejszy od reszty stawki, która biegnie obok!  W taki sposób mentalnie radziłem sobie z tym dystansem! Grupka malała i zostało nas coraz mniej. Wtedy też zapytałem trenera Ciepłaka, ,który cały czas jechał na rowerze obok na jakie miejsca biegniemy. Okazało się, że wtedy byłem na 9 miejscu w klasyfikacji Mistrzostw Polski! Wtedy powiedziałem sobie… Johnnie dasz radę! Będziesz wyżej! Dawaj dawaj dawaj! I tak biegłem nadal mocno i w tempie poniżej 3:30! Wiatr coraz mocniejszy, temperatura coraz wyższa… i…. tak to dało się we znaki! Od 26km zaczęliśmy zmagać się z bardzo mocnym wiatrem dlatego też tempo ciut spadło. Próbowałem się chować jednak nie dało się… grupka była już 4 osobowa. Pacemaker, wiceliderka kobiet, ja i Marcin Ciepłak! Nie walczyliśmy między sobą, chcieliśmy sobie pomóc jak najwięcej! I tym sposobem 30km padł naszym łupem a trzecia dycha mimo tych fatalnych już warunków została pokonana w 35:05! Wiedziałem, że jest dobrze!

Wiedziałem też, że jestem na tyle dobrze przygotowany, że maratońska ściana nie jest mi groźna! Jednak warunki dawały się we znaki. Kolejne kilometry i zostałem już tylko ja, wiceliderka i pacemaker! 32km… ostatnie i zarazem najważniejsze 10km przede mną! Teraz zaczyna się prawdziwa walka!

 

Zostałem sam, gdyż wspomniana dwójka uciekła lekko przyspieszając, ja nadal jednak biegłem w tempie około 3:34 co było dla mnie mega zaskoczeniem patrząc na to, że biegłem pod mocny wiatr i to w upale, mając w dodatku sporo kilometrów! Teraz jednak głowa coraz mniej chciała współpracować… tempo spadło do około 3:36. Ktoś pomyśli że to niewielka różnica, ale im wyższy poziom tym więcej warta jest każda sekunda i tym razem było nie inaczej! Coraz więcej myśli o zejściu z trasy… coraz trudniejsza walka…ale kolejna myśl pomogła! Johnnie tyle przecierpiałeś i chcesz zejść? Byłbyś idiotą! Lecimy dalej! I tak walczyłem o każdy kilometr! Zostało 7km… a nogi w coraz gorszym stanie… Jednak pomagali kibice na trasie i myśl o tym, że wspiera mnie bardzo dużo osób! Lecimy, Ci wszyscy ludzie w Ciebie wierzą! Pokaż im, że potrafisz! Pokaż im kim jesteś! Lecimy, z tą myślą pokonałem 36km w tempie 3:21 :O Wracamy do gry! Mimo, że kolejne kilometry nie były takie szybkie, byłem już całkowicie wykończony to w takim stanie potrafiłem biec w okolicy 3:40… modliłem się już aby się to skończyło. Wiedziałem że meta blisko, już widziałem stadion, ale wiedziałem że mam do pokonania most Świętokrzyski i tam był już 40km! Minąłem go z czasem 2:21:06 więc wiedziałem już że będzie dobry wynik, jednak nie zwalniałem! Ostanie kilometry pokonałem już w tempie około 3:30 czyli szybciej niż wcześniej, ale to dlatego że zapomniałem o tym że moje ciało tak boli! Po prostu leciałem do mety! 41 kilometr i już widać metę! Zostało 400m tłumy kibiców krzyczą” Dawaj Janusz” a ja już zapomniałem o tym co mam w „nogach”! Biegnę do mety, widziałem zegar i zobaczyłem że mam szans złamać kolejną barierę i tak, udało się! Przekroczyłem metę z czasem 2:28:50, po czym padłem i po prostu się popłakałem! Zrobiłem to! Złamałem magiczną barierę, w tak trudnych warunkach udało się! Dodatkowo zająłem 6 miejsce w Mistrzostwach Polski w Maratonie! Największy sukces biegowy właśnie się dokonał! Co to był za bieg… wstałem i udałem się do miejsca w którym czekała na mnie moja Agnieszka <3 ! Ledwo szedłem na nogach i tak płacząc padłem w jej ramiona! Jestem szczęśliwy! Dokonałem czegoś… czegoś wielkiego!

 

W tym właśnie momencie chciałbym podziękować wszystkim za wsparcie, za doping, za kibicowanie! Ten wynik to moja praca, moje poświęcenie, ale samemu nie byłbym w stanie do tego dojść!

  • Po pierwsze dziękuje mojej narzeczonej Agnieszce Chwałek, bez Ciebie maraton to nie maraton!
    Dziękuje także przyjaciołom za wsparcie, szczególnie Tomaszowi Opuchlikowi, Tomasz mamy to!
    Ale takze innym, Łukasz, Michał, Leszek, Daniel dzięki! 
    Dziękuje także grupie OEX oraz OEX Runners Team!

Teraz gdy to piszę nadal nie mogę w to uwierzyć! Powtórze się… jestem szczęśliwy! I tak…. Jestem MARATOŃCZYKIEM! Co więcej jestem 6 najlepszym maratończykiem w Polsce! Spokojnie mogę się tak nazwać, bo na ten bieg zjechała się cała czołówka Polski! Pierwsze 5 osób w tej klasyfikacji to osoby, które trenują większość roku na obozach, w tym za granicą i po prostu żyją z tego, a ja jestem na 6 miejscu! Tak… to jest historia, ale o tej historii będę nie raz opowiadał bo teraz jestem dumny, dumny z tego czego dokonałem!

4 komentarze
  • Mir
    Posted at 18:35h, 24 kwietnia Odpowiedz

    Gratulacje

    • Tomek
      Posted at 16:14h, 28 kwietnia Odpowiedz

      Dzięki!

  • SilesiaRunner.pl | Podsumowanie kwietnia 2018
    Posted at 00:15h, 12 maja Odpowiedz

    […] Maratonie brał udział mój trener – Tomasz Janusz, a o jego zmaganiach możecie przeczytać TUTAJ. Jako że od rana zaaferowany byłem jego startem, w ogóle nie przywiązywałem wagi do swojego […]

  • JohnnieRunner.pl | Czas na nowe wyzwania!
    Posted at 12:58h, 02 lutego Odpowiedz

    […] wspominałem wcześniej sportowe osiągnięcie numer jeden to Orlen Warsaw Marathon(link do relacji) i do tej pory myśl o tym czego dokonałem sprawia mi dreszczyk emocji i uśmiech na twarzy- to […]

Post A Comment